14 dni

Właśnie stuknęły nam równo dwa tygodnie na amerykańskiej ziemi. Zdecydowanie najlepiej mamy się na kempingach.

Darek na początku mocno przeżywał regularną obecność niedźwiedzi w tych miejscach.

Po dwóch nieprzespanych nocach w końcu stresiwo mu odpuściło i spał już jak suseł.

Darek jest świetnym kompanem na wyprawy. Nie wybrzydza, nie marudzi. Spać i jeść może w każdych warunkach. To zdecydowanie człowiek gór, nad wodą się nudzi, a miasto go wykańcza psychicznie. Tu w górach kwitnie. Marzy żeby kiedyś w nich zamieszkać. Zaczęliśmy pierwsze kroki nauki angielskiego. Darek płaci za benzynę, zamawia kawę etc. Zawsze ma w kieszeni koło ratunkowe w postaci kartki papieru z opisem co konkretnie potrzebuje załatwić. Niestety regularnie zagaduje do innych po niemiecku – nad tym elementem pracujemy. Jest mała poprawa.

Kilka dni temu zapoznaliśmy fajowego gościa spod L.A. – Ricka. Górski piechur po sześćdziesiątce, szalenie pogodny i dowcipny typ. Przy wspólnym obiedzie opowiedziałem mu historię Darka. Wzruszony obiecał wszelką pomoc jeżeli zajdzie taka potrzeba. Następnym razem zamiast u Miltona na parkingu będziemy mogli kimnąć u niego. Okazało się, że mieszka obok tamtego feralnego postoju.

 

Wczoraj na kempingu w Mt. Whitney Portals myjąc w kuckach paszczę nad strumieniem nagle znieruchomiałem widząc po raz pierwszy w życiu na żywo misia. Szczęśliwie miał swoje sprawy, tylko spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem po czym ruszył w swoją stronę. Niezła jazda… Darek w tym czasie był na parkingu. Niestety nie udało mu się owego misia zobaczyć. Jeszcze nie wszystko stracone, zostało trochę czasu.

Z niecierpliwością czekamy na resztę składu. Kuba, Kamil i Miki mają dobić do nas po południu. W międzyczasie Miki, spotkał w Redwood City ciekawą postać, szczegóły spotkania na blogu Mikołaja w linku poniżej:

http://biegajsercem.blogspot.com/2014/07/biegaem-pod-sekwojami.html

Darek już od wczoraj prawie się nie odzywa.

On po prostu tak ma przed zawodami. Jak sam mówi po raz pierwszy w życiu czuje na sobie tak dużą presją. Mantruje mu, że sam sobie ją niepotrzebnie generuje ponieważ nikt mu złego słowa nie powie jak się coś posypie. A posypać się może każdemu ze startujących bo 217 km w ponad 40 stopniowym upale z podbiegami na górki wyższe niż Tatry to po prostu nie są rurki z kremem tudzież spacer po parku. Po za tym nie ma powodu do nerwów bo wszystko idzie zgodnie z planem. Jest wytrenowany, zaaklimatyzowany (ostatnie cztery dni spaliśmy powyżej 3,000 m npm.) Tutejsze upały nie robią na nim obecnie żadnego wrażenia. Tylko napierać !