Cerro Gordo

Cerro Gordo to drugi podbieg tegorocznego Badwater. Zaczyna się w okolicach setnego kilometra. Kilkanaście kaemów pod górę następnie powrót tą samą drogą. Pojechaliśmy tam żeby obadać tą górkę. Godzina 10 rano, a na termometrze 38 st.

Zjeżdżając drogą we wskazane miejsce asfaltowa nawierzchnia płynnie przechodzi w szutrówkę.

Zjeżdżając drogą we wskazane miejsce asfaltowa nawierzchnia płynnie przechodzi w szutrówkę.

Kto ma sokole oko ten na zdjęciu poniżej ma szanse dojrzeć biegnącego Ultra Darka.

Klimat iście pustynny.

Darek był przekonany, że tu będzie asfalt… Szczęśliwie mamy podobny rozmiar stopy. Śmignie ten fragment w moich terenówkach ponieważ jego zostały w Łapach. Na ten w sumie ponad 20 km odcinek samochody ekip wspierających mają zakaz wjazdu. Raz, że wąsko totalnie, dwa – zapyliły by wszystkich uczestników dokumentnie. Większości zawodnikom ten odcinek przypadnie nocą. Tak też zakładamy w przypadku Darka. Warto trzymać się drogi bo w niektórych momentach jest bardzo niebezpiecznie, przebiega na skraju przepaści. Tu na pewno bardzo przydadzą się członkowie ekip wspierających. Przede wszystkim pojąc i karmiąc ale też dbając o to żeby “zadżumiony” stówką w nogach zawodnik nie wypadł na amen z trasy.

Docierając na szczyt mija się uroczy hotel.

Potem jeszcze urokliwsza kopalnia i można zawracać.

Wracając z naszego rekonesansu natrafiliśmy na ekipę z Kostaryki – Kurta (na oko jakieś 60 wiosen) i Raphaela (30), wcześniej minęliśmy żonę Kurta, która grzała autem w górę ile fabryka dała. Kurt  startuje po raz drugi natomiast młodszy Rapha będzie jego zającem. Przezabawni i sympatyczni goście. Chłopaki widząc nas od razu ruszyli w stronę Darka, mówiąc:
– Hej, znamy Cię z filmu! Super, że jesteś, szacunek!
Kurt planuje uwinąć się z całością w okolicach doby, plan ma chłop ambitny a do młodzieniaszków już nie należy. Będziemy mu mocno kibicować.
W miasteczku czuć już atmosferę zawodów. Coraz częściej mijamy trenujących w bieli badwaterowych pobratymców. Z daleka wyglądaja jak pszczelarze.
Otrzaskaliśmy się z całością trasy. Darek w stresie ze względu na mordercze podbiegi. Mówi, że wolałby wyższą temperature ale po płaskim terenie. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Będzie dobrze. Teraz pozostaje jedynie ładować akumulatory i dać z siebie wszystko w poniedziałek.