Milton C.

Popołudniem ruszyliśmy z Santa Barbara w kierunku L.A.

Chcieliśmy jak najszybciej ominąć ten moloch żeby nie utknąć po drodze w korku. Niestety plan się nie powiódł i obrzeża L.A. przydybały nas na dłuższą chwilę. W sumie po 12 godzinach jazdy dotarliśmy do Parku Krajobrazowego pod L.A. Zrobiliśmy zakupy w lokalnym markecie i ruszyliśmy szukać miejscówki na nocny biwak.


Znaleźlismy fajną miejscówkę w kanionie. Darek ruszył na trening a ja do garów.
Szybki prysznic.
I uzupełnianie paliwa.

Po kolacji padliśmy momentalnie. Nasz sen trwał może ze dwie godziny bo obudził nas migający kogut na dachu lokalnego opiekuna parku. Co się okazało złamaliśmy  przynajmniej 4 przepisy przebywania tutaj w tym przede wszystkim jeden fundamentalny czyli, że tu nocą po prostu nie wolno być a co dopiero urządzać sobie piknik. Darek przerażony bo nie bardzo wie co jest grane, ja za bardzo nie mam czasu tłumaczyć. Nasz kat – M.C. rzekł, że musi nas zawieźć na posterunek policji w celu wyjaśnienia itd. a samochód zostanie odholowany. Słodko… Desperacko zaczynam mu tłumaczyć w jaki sposób tu trafiliśmy, gdzie jedziemy i w jakim celu próbując coś ugrać. Po dłuższej chwili M. mówi :
– Dobra, dostajecie mandat za złe parkowanie, ja stąd znikam a wy po mnie jak stracicie mnie z oczu. Gdzie zamierzacie spać? Jest 2 am.
– W najbliższym miasteczku gdzieś na parkingu w aucie… Nie mamy nic nagranego.
– To Ameryka nie Europa, tu w okolicy są gangi itd. niebezpiecznie jest tu na obrzeżach spać w samochodzie.
– Ta okolica wygląda na bardzo spokojną.
– W dzień owszem ale sytuacja się zmienia nocą.
– Acha…
Po dłuższej pauzie :
– Już wiem, jedźcie za mną.
– ???…

Koniec końców nasz niedoszły kat Milton C. zabrał nas do siebie na posesje gdzie stacjonuje na codzień. Przyniósł nam wodę i wręczając wizytowkę mówi, że jak wpadnie tu jakiś policjant z kontrolą to żeby mu ją pokazać i powiedzieć, że jesteśmy od niego. Odchodząc rzucił:
– You can have a beer around here but keep your drinks low !
Odetchnąwszy z ulgą wytłumaczyłem Darkowi całe zajście. Ciężko mu było w to uwierzyć. Jakaś dobra energia nad nami czuwa. Nie zamierzamy więcej tego testować. Rano Milton zaprosił nas na kawę i zaproponował, że jeśli chcemy możemy skorzystać z prysznica.
Strzeliliśmy kawę i szcześliwi jak dzieciaki ruszyliśmy w plener zrobić sobie owsiankę. Nim odjechaliśmy Milton podszedł do nas i rzekł z uśmiechem:
– Oddajcie ten mandat, nie będzie Wam potrzebny.

Dzięki Milton !!!

Owsianka na wolności smakuje wybornie !

 

Ultra Darek właśnie czmychnął na trening. Jest coraz goręcej, dzisiaj planujemy zameldować się w górach.