Transatlantyk

Dotarliśmy do NYC z wieczerzy ok 21. Szybki kurs taksówką na Manhattan żeby coś przegryźć i rzucić okiem co się dzieje na mieście.

Krótki spacer w dzikim tłumie.

Darek szybko stwierdził, że chce stąd uciekać w dzicz… i tak też się po chwili stało – uciekliśmy w try miga z powrotem na lotnisko żeby przyciąć komara.

A komara na miejscu przycinała konkretnie niezła gromada na miejscu.

Po drzemce-przerywance pobudka o 4 i w drogę do SFO.

Darka powyginała trochę pasta, którą wciągnął zeszłego wieczoru. Na szczęście sprawa już pod kontrolą – jego żołądek to przetrwał i jest górą. Po godzinie 9 zakończyliśmy fazę w chmurach naszej wspólnej podróży. Z lotniska w San Francisco odebrała nasz Sylwia i Kamil – nasz „badwater’owy” kierowca. Plan na dziś to dociągnąć bez spania do wieczora żeby jak najpłynniej okiełznać i pokonać dżetlag. Wypożyczyliśmy brykę i jedziemy zaraz pobumelować trochę nad oceanem.

Uściski Kamraci ! CDN…